Przeciwdziałanie przemocy bez jej definiowania
Obecnie w mediach trwa debata na temat projektu o zmianie ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Projekt ten wzbudza wiele kontrowersji. Uważa się, że ingeruje on w autonomię rodziny i władzę rodzicielską.
Tematyka przemocy w rodzinie jest bardzo ważnym polem działalności służb społecznych. Nie można zaprzeczyć, że często właśnie we wnętrzu rodziny zachodzą procesy, których następstwem jest różnego rodzaju przemoc i krzywda domowników. Otwarta merytoryczna dyskusja i działania zmierzające do ochrony osób będących ofiarą przemocy są jak najbardziej słuszne. Czasem dla ochrony zdrowia i życia niezbędne są drastyczne działania np. odseparowanie sprawcy przemocy od jej ofiar. Takie rozwiązanie zakłada również ww. projekt. Wg jego zapisów to właśnie sprawca przemocy ma opuścić dom rodzinny, a nie jak to było dotychczas ofiary przemocy. Projekt ten zakłada również rozszerzenie działań profilaktycznych dotyczących przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Te plany mogą służyć dobru rodziny i wspomaganiu osób pokrzywdzonych. Są jednak w tej ustawie zapisy, które mogą być bardzo szeroko i dowolnie interpretowane, co z kolei stanowi pole do nadużyć.
W uzasadnieniu do projektu ustawy autorzy odwołują się do badań ankietowych, które wykazały wzrost przemocy w rodzinie na różnych polach, szczególnie przemocy psychicznej. Projekt ustawy nie określa jednak przejawów przemocy psychicznej, ani jej nie definiuje, mimo iż istnieje zapis o obowiązku zgłaszania faktu zaistnienia takiej przemocy w środowisku. W związku z tym istnieje możliwość nadinterpretacji niektórych zdarzeń zachodzących w rodzinie, które niekoniecznie muszą być przejawem przemocy, ale mogą się odnosić do wychowania i sprawowania władzy rodzicielskiej przez rodziców. Tym samym może dojść do ograniczenia wychowania dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami, w tym przekonaniami religijnymi. Nieodzowną częścią wychowania człowieka do życia w społeczeństwie jest wytyczanie i egzekwowanie norm i zasad. Każdy rodzic zgodnie ze swoim sumieniem, światopoglądem, wytycza te zasady i zgodnie z nimi wychowuje dziecko. Tymczasem projekt ustawy daje prawo zespołom interdyscyplinarnym powołanym przez gminę możliwość diagnozy sytuacji rodzinnej i własnej interpretacji tego, co jest zgodne z dobrem dziecka. Nieprecyzyjne określenie pojęcia i przejawów przemocy dotyczy nie tylko przemocy psychicznej ale i fizycznej czy ekonomicznej.
Wyżej wymieniony projekt zakłada również nowelizację Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego przez wprowadzenie do niego artykułu 96a o treści: „Osobom wykonującym władzę rodzicielską, opiekę lub pieczę nad małoletnim zakazuje się stosowania kar cielesnych”. Skoro zakazuje się stosowania kar cielesnych wobec dzieci, to tym samym dopuszcza się możliwość stosowania sankcji prawnych wobec rodziców, którzy naruszą nietykalność cielesną dziecka. Niewątpliwie bicie i znęcanie się nad dzieckiem wymaga potępienia, ale czy np. przytrzymanie dziecka lub nakaz pozostania dziecka w swoim pokoju jest karą fizyczną, tego już projekt ustawy nie określa. Tymczasem elementy przymusu - również fizycznego - występują w wychowaniu, szczególnie w początkowych etapach życia dziecka, co więcej są niezbędne dla zapewnienia bezpieczeństwa dziecku. Gdy na przykład dziecko wyrywa się matce na chodniku biegnącym wzdłuż ruchliwej ulicy, tłumaczenie mu zagrożeń może się okazać wysoce niewystarczające, a stanowcze przytrzymanie za rękę może ocalić mu życie.
Obrona rodziny przed przemocą jest konieczna, ale jest to zarazem materia bardzo delikatna i działania w tej dziedzinie powinny być poprzedzone głębokim namysłem i rozpatrzeniem racji i praw obydwu stron sytuacji kryzysowej. Pochopne działania oparte na informacji uzyskanej od osób trzecich (już po pierwszej informacji ze środowiska miałaby być zakładana rodzinie tzw. niebieska karta) mogą bardziej rodzinie zaszkodzić niż pomóc.
Anna Banasiak - psycholog
Monika Krawiec - pedagog
Nie wylewać dziecka z kąpielą
Dyskusje nad ustawą o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, zwłaszcza zaś o przemocy wobec dzieci, wzbudziły, co zrozumiałe, wiele emocji. Obraz dziecka bitego i maltretowanego działa na wyobraźnię, zwłaszcza gdy stają nam przed oczyma zdjęcia katowanych dzieci zamieszczane coraz częściej w mediach. Każdy normalny człowiek musi się oburzyć widząc sińce na ciele dziecka, ślady wiązania sznurem, bicia, szarpania. Te obrazy działają tak silnie, że od razu mamy ochotę wołać o surową karę dla sprawcy, łącznie z odebraniem praw rodzicielskich. Temu podobno ma służyć nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Łatwo więc stworzyć przeświadczenie, że każdy, kto w najmniejszym stopniu sprzeciwia się zapisom ustawy jest jednocześnie zwolennikiem bicia i maltretowania dzieci, uległ znieczulicy i nie rozumie problemu przemocy. Także Kościół, wyrażając swój sprzeciw wobec braków ustawy zostanie pewnie odsądzony od czci i wiary i oskarżony o skrajny konserwatyzm oraz propagowanie modelu wychowania opartego na biciu. Tymczasem sprawa jest bardziej skomplikowana.
Ustawa nie podając definicji przemocy, zarówno fizycznej jak i psychicznej, a równocześnie zakładając surowe kary za jej stosowanie, łącznie z natychmiastowym odebraniem dziecka bez udziału policji czy sądu, daje szerokie pole do nadużyć. Pod stosowanie przemocy może być bowiem podciągniętych wiele zachowań nie mających z nią nic wspólnego. Czy na przykład przemocą będzie:
- zamknięcie na klucz w pokoju nastolatki, które o godzinie 23 chce koniecznie spotkać się w dyskotece ze swoim chłopakiem?
- odebranie siłą dziecku ostrego przedmiotu, którego ono nie chce oddać mimo gróźb i perswazji?
- zareagowanie ostrym krzykiem w sytuacji, kiedy dziecko bije silnie inne dziecko?
- zmuszenie dziecka, by poszło z rodzicami w niedzielę do kościoła?
- szarpnięcie za ramię dziecka, które chce wybiec na ruchliwą ulicę?
To oczywiście tylko przykłady. Może ktoś powiedzieć, że nikt rozsądny nie oceni tego jako przemoc. A dlaczego nie? A jeśli ktoś będzie miał zły dzień, albo nie bardzo lubi rodziców dziecka?
Taki zapis daje też potężny oręż w ręce dzieci. W krajach, gdzie podobne lub bardziej restrykcyjne przepisy są stosowane, dochodzi czasami do szokujących nadużyć. Znany jest choćby przypadek ojca polskiego pochodzenia mieszkającego w Szwecji, który spędził rok w więzieniu po donosie nastoletniej córki, w którym stwierdziła, że ojciec ją uderzył. Dopiero po roku, na skutek wyrzutów sumienia córka przyznała się, że donos był fałszywy, bo była to zemsta za zakaz pójścia na dyskotekę. Młodzież dzisiaj szybko uczy się swoich praw i tego, w jaki sposób wyegzekwować coś na rodzicach. Model „bezstresowego wychowania”, likwidujący całkowicie system kar i nagród, skompromitował się już w wielu krajach. Jest on jednak bardzo pociągający dla młodzieży. Jeśli każde zastosowanie jakiejkolwiek kary, choćby odebrania kieszonkowego (przemoc ekonomiczna), zakazu korzystania z telewizora lub komputera (przemoc psychiczna), nakazu pozostania w swoim pokoju (przemoc fizyczna) będzie powodowało oskarżenie rodziców przez dzieci to może się okazać, że rodzice w pewien sposób zostaną pozbawieni możliwości wychowania, i staną się zakładnikami swoich pociech. Coś takiego stało się już w pewnym sensie w szkołach, gdzie odebrano prawo jakiegokolwiek karania nauczycielom, a rozszerzono do granic możliwości prawa dzieci. I o ile widok dziecka z siniakami zrobionymi przez rodzica musi budzić słuszny gniew, to widok nauczyciela z koszem na śmieci na głowie też raczej nie daje satysfakcji.
Nie jestem przeciwnikiem ustawy o zapobieganiu przemocy. Na mnie też robią ogromne wrażenie zdjęcia dzieci, którym nie tylko zadano fizyczny ból, lecz również zrobiono skazę na psychice. Jestem nawet zwolennikiem bezwzględnego zamykania do więzienia rodziców, którzy ewidentnie znęcają się nad dziećmi oraz eksmitowania sprawców domowej przemocy. Ale ustawa musi być o wiele bardziej przemyślana, a pojęcia dokładnie zdefiniowane. Inaczej po prostu rodzice nie dadzą sobie rady. Wszyscy wiemy, a przynajmniej wiedzą to pracownicy poradni, jak wielkie trudności z wychowaniem spotykają już dziś ojców i matki. Chroniąc słusznie dzieci, nie zabierajmy równocześnie rodzicom prawa do realnego wpływu na ich zachowanie. W przeciwnym razie ustawa stanie się przysłowiowym wylaniem dziecka z kąpielą.
ks. Andrzej Cieślik
dyrektor Diecezjalnego Centrum Służby Rodzinie i Życiu w Sosnowcu